Superman w Warszawie czyli kawalerski wieczór Artura S.
Zaczęło się od restauracji Samson w której poszły w ruch pierwsze kielonki oraz oczywiście dobre jedzonko. Po mniej więcej 2h ruszyliśmy w trasę wspaniałym srebrnym busem którego znamy już z mojego kawalerskiego, Michała no i teraz Artura. Następny punkt wycieczki miał mieć miejsce na Saskiej Kępie ale okazało się, że zapomnieliśmy z Samsona plecaka Artura więc trzeba było wrócić. Po drodze Żółwiu przywdział już swój strój wieczorowy i wparował do knajpy w pelerynce
Zdziwienie było pełne, ale mimo to pani z szatni miała pewne obawy przed wydaniem mu zapomnianego plecaka bez numerka.
Po udanej akcji na starówce udaliśmy się pod liceum B. Prusa na Kępie gdzie chcieliśmy zrobić foto na tle Bolka, ale okazało się, że akurat była studniówka i cały plac zawalony był samochodami. Nie tracąc czasu (aczkolwiek był plan wbitki od zachrystii) udaliśmy się na boisko, gdzie kawaler miał oddać pięć celnych rzutów za 1pkt co jednak okazało się w pewnym stanie nie takie łatwe tym bardziej, że stan ten pogarszał się wraz z każdym nietrafionym rzutem o jeden kielonek.
Next stop był gdzieś na Grochowie… ja do końca nie zrozumiałem gdzie i po co, ale może Artur coś dopisze więcej w tym temacie
Pojechaliśmy pod pałac kultury, gdzie zadanie dla Supermana były dwa:
- przejść po lodowisku strzeżonym przez *&^*&%NHH ochroniarzy
- sprzedać torbę bielizny damskiej rozmiarów XXXL napotkanym kobietom
Zadanie zostały wykonane. 30zł zainkasowane na poczet zakupów alkoholowych.
Ostatnie zadanie to zakupy w McDonalds, które wykonywane w stroju Supermana okazały się o tyle ciekawe, że w pewnym momencie ludzie zaczęli podchodzić z komórkami, Żeby tylko zrobić sobie z Arturem zdjęcie.
Po wypełnieniu wszystkich zadań pojechaliśmy do lokalu o nazwie Sofa, w którym był jeden mocny punkt: open bar (nawet ja miałem nielimitowane soft mojito
.
Ostatni przystanek to Melodia gdzie impreza trwała do 7.00 rano. Tam już aparatu nie zabierałem
![]() |
| Kawalerski Żółwia |


