Przydarzyła się mi taka historyjka – poniżej cytuję rozmowę mailową, którą niedawno odbyłem (w odpowiedzi na ogłoszenie na gumtree.pl), zachowuję oryginalną pisownię:
Ja:
Witam,
tak się składa, że w poniedziałek wieczorem zgubiłem właśnie obrączkę. Nie wiem dokładnie gdzie, ale bardzo możliwe że na Saskiej Kępie. W okolicach Mini Europy na ul. Międzynarodowej, bądź gdzieś przy skrzyżowaniu Saska/Zwycięzców (w tych miejscach wysiadałem z samochodu, a miałem ją w kieszeni kurtki)… Co prawda wielkości o których Pani napisała są jakby trochę za duże, ale warto zawsze zapytać… Czy znalazła ją Pani może w jednym z tych dwóch miejsc…? Jeśli tak to możliwe że to ona… Mogę poprosić o zdjęcie?…
Pani:
tak się składa, że niestety nie wiem dokładnie jaka to była ulica bo wracałam od znajomego po nocnej imprezie. Musze się z nim skontaktować w tej sprawie ale nie odbiera telefonu, pewnie jeszcze spi. Z tego co pamiętam to był tam sklep, w kturym robilismy zakupy alkocholowe i byl do pozna otwarty, ale nie wiem co to za ulica byla. Zdjcie obronczki moge wyslac dopiero wieczorem bo muj telefon nie robi zdjenć ale muj mąż ma aparat wiec sie psotaram jak bede potrafic. Obonczke wycenilam w skupie zlota na 200zl kture musze otrzymac osobiscie bo nie wierze bankom .
Musze tez sprawdzic czy pan muwi prawde bo jest pan 15 osobom ktura sie pyta o obronczke ktura niby zgubila na saskiej kepie a kolezanka z pracy wstawila ogloszenie 30 minut temu. Wielkość obronczki bralam na oko jest duza i napweno meska bo spada mi z palca. Morze ja pan zobaczyc jutro o 13 w sklepie w ktorym pracuje na goclawiu tesco ulica fieldorfa kasa numer 3.
Ja:
Dziękują za odpowiedź.
Jeśli jest to sklep mini europa na międzynarodowej to by się zgadzało.
Nie wiem, czy będę mógł przyjechać osobiście, bo będę w pracy. Przyjedzie zatem moja żona o 13.00 jutro do tesco na Fieldorfa.
Pani:
proszę. nie wiem czy to mini europa ale byl taki kolorowy napis w paski toznaczy napis byl czarny ale podspodem bylo kolorowo. Dobrze niech bedzie zona tylko niech ma 200zlotych to jej ja dam, ale czy ona bendzie wiedziala zy to dobra jak sprawdzi czy dobry rozmiar? jak ona sie nazywa jak ja poznam ?
Dodam, że sprawa zakończyła się dobrze… to była moja obrączka… wypadła mi z kieszeni pod sklepem (w kieszeni była bo wracałem z kosza, a nie lubię grać z obrączką bo mi przeszkadza
Stało się. Długo się wzbraniałem, ale z przyczyn zawodowych w końcu musiałem założyć sobie konto w kolejnym serwisie społecznościowym. Generalnie grono – lipa, facebook – fajny Miłe zaskoczenie.
Wszystkich, którzy odwiedzają naszą stronkę bardzo przepraszam za brak wpisów w ostatnim czasie. Poniżej filmik, który wyjasnia moją chwilową niedyspozycję
Jak widać rozpoczął się sezon rowerowy
Poza tym pomimo medialnego kryzysu pracy mamy w PLEJ‘u mnóstwo stąd również te przerwy. Ale obiecuję już teraz poprawę.
W najbliższy weekend (4-5 kwietnia) wybieram się na otwarcie sezonu zawodów MTB do Łodzi. Jeśli będą chętni to zapraszam – może jakaś zorganizowana akcja?…
Tymczasem jeszcze jedno info – doczekałem się pierwszego międzynarodowego wywiadu TUTAJ
Oczywiście muszę tutaj podziękować Mariuszowi i Michałowi bez ich pomocy nie powstała by ta strona, ani nasz kontakt z Kanadyjczykami
No i na koniec info od Gumy Seniora z ostatniej chwili:
Moi drodzy,
Blog „Parafotomania” , z którym jestem dość mocno związany emocjonalnie, przestaje istnieć . Myślę o blogu pojawiającym się na stronach Gazety Wyborczej.
Po prawie dwudziestu latach bycia z Gazetą zostałem zmuszony do odejścia z niej i złożyłem wymówienie.
Na moje szczęście grupa mądrych i życzliwych mi ludzi, znających moje doświadczenie , zaangażowanie , kreatywność i potencjalne możliwości wyciągnęła do mnie rękę .
Mam nadzieję , że już za kilka dni „Parafotomania” ukaże się w innym bardzo ciekawym miejscu.
Po krótkiej przerwie potrzebnej mi na wzięcie głębokiego oddechu obiecuję wznowienie blogowania z większą aktywnością i w ciekawszej formie.
Oto jeden z nich. Pamiętny wyjazd do szczyrku w drugiej klasie liceum (to już 11 lat temu…). Wpadliśmy na genialny pomysł przefarbowania sobie (przy użyciu kilku butelek wody utlenionej) włosów. Efekt poniżej:
Zaczęło się od restauracji Samson w której poszły w ruch pierwsze kielonki oraz oczywiście dobre jedzonko. Po mniej więcej 2h ruszyliśmy w trasę wspaniałym srebrnym busem którego znamy już z mojego kawalerskiego, Michała no i teraz Artura. Następny punkt wycieczki miał mieć miejsce na Saskiej Kępie ale okazało się, że zapomnieliśmy z Samsona plecaka Artura więc trzeba było wrócić. Po drodze Żółwiu przywdział już swój strój wieczorowy i wparował do knajpy w pelerynce Zdziwienie było pełne, ale mimo to pani z szatni miała pewne obawy przed wydaniem mu zapomnianego plecaka bez numerka.
Po udanej akcji na starówce udaliśmy się pod liceum B. Prusa na Kępie gdzie chcieliśmy zrobić foto na tle Bolka, ale okazało się, że akurat była studniówka i cały plac zawalony był samochodami. Nie tracąc czasu (aczkolwiek był plan wbitki od zachrystii) udaliśmy się na boisko, gdzie kawaler miał oddać pięć celnych rzutów za 1pkt co jednak okazało się w pewnym stanie nie takie łatwe tym bardziej, że stan ten pogarszał się wraz z każdym nietrafionym rzutem o jeden kielonek.
Next stop był gdzieś na Grochowie… ja do końca nie zrozumiałem gdzie i po co, ale może Artur coś dopisze więcej w tym temacie
Pojechaliśmy pod pałac kultury, gdzie zadanie dla Supermana były dwa:
- przejść po lodowisku strzeżonym przez *&^*&%NHH ochroniarzy
Zadanie zostały wykonane. 30zł zainkasowane na poczet zakupów alkoholowych.
Ostatnie zadanie to zakupy w McDonalds, które wykonywane w stroju Supermana okazały się o tyle ciekawe, że w pewnym momencie ludzie zaczęli podchodzić z komórkami, Żeby tylko zrobić sobie z Arturem zdjęcie.
Po wypełnieniu wszystkich zadań pojechaliśmy do lokalu o nazwie Sofa, w którym był jeden mocny punkt: open bar (nawet ja miałem nielimitowane soft mojito .
Ostatni przystanek to Melodia gdzie impreza trwała do 7.00 rano. Tam już aparatu nie zabierałem
Jak wiecie zarówno na naszym ślubie jak i Michała i Maji powstał pewien plan rozwiązania problemu z prezentami (kwiatami). My zdecydowaliśmy się na pokarm dla zwierzątek a M&M na wyprawkę dla dzieci z domu dziecka. Ponieważ trochę czasu minęło musimy wytłumaczyć dlaczego dopiero teraz prezenty zostaly rozdane. Otóż plan zakładał, że nie będzie to dom dziecka pod Warszawą (w naszych okolicach) tylko miejsce odległe. Ponieważ Michał jest zapaleńcem rajdów 4×4 i miał okazję zwiedzić rejony Gołdapu i jeziora Wiżajny jakiś czas temu odkrył tam (Burniszki) fantastyczne miejsce – gospodarstwo agroturystyczne (serdecznie pozdrawiamy Beatkę, Basię oraz ich Mamę i dziękujemy za wspaniałą gościnę oraz przepyszne swojskie jedzenie Na miejscu dowiedział się też o Domu Dziecka zlokalizownym tuż przy granicy polsko-rosyjsko-litewskiej (ok. 350km od Warszawy). Dotarliśmy, dostarczyliśmy i szczęśliwie wróciliśmy po drodze zaliczając kilka ROWÓW, DRZEW, PÓL i innych atrakcji (aha no i zaciekle co wieczór próbowaliśmy obejrzeć “Bruneta Wieczorową Porą” ale jak widać nie wszystkim się udało
ps. Wszystkich stałych bywalców bloga przepraszamy za delikatne spowolnienie częstotliwości wpisów. Niestety początek roku jest bardzo ciężki jeśli chodzi o ilość pracy… z jednej strony dobrze, ale z drugiej trochę to męczące i nie powala na spokojną działalność twórczo – literacką.
Oto dowód, że nasza rodzina zawsze przywiązywała wagę do tradycji i pięknej historii naszego państwa Z opisu zdjęcia wynika, że to był rok 1994 czyli miałem 14 lat No i ta biała koszula w sweterku…