Sportowa sobota
Pomimo, że poranek nie był wymarzony – zimno szaro i ponuro to postanowiliśmy z Dominikiem ruszyć jednak na zaplanowany trip rowerowy do Kampinosu. Z małym opóźnieniem bo około 11.00 ruszyliśmy w trasę. Temperatura koło 7 stopnii w sumie nie była taka straszna. Jesień w parku wynagradza wszystko, a singletracki pokryte liśćmi nadają się idealnie do rozwijania prędkości pow. 25km/h
To były chyba okolice Palmir.
Droga powrotna. 5 min później jechał tymi torami ten oto potwór:
No i na koniec się rozjaśniło i zrobiło całkiem ładnie:
Poza tym, że Dominiki będzie miał coś do opowiedzenia na temat Polskiej Myśli Budowniczej
Obiecał, że napisze…
No i tak sobie w ciągu 3h zrobiliśmy 60km i wróciliśmy szczęśliwi na Bemowo.
Dodam jeszcze, że tego samego dnia o godzinie 20.00 wygraliśmy (Kanibale) mecz, w dogrywce
Dzięki koledze z drużyny przeciwnej, który przy stanie 49:49 i 0.0 czasu do końca nie trafił dwóch osobistych
Ja ustaliłem swój osobisty rekord rzutowy w tym sezonie całe 15pkt
(w tym jedna trójka, chyba 4 razy za 1 i 8 pkt z gry ze skutecznością 100%)































