Wembley
Michał wygrzebał gdzieś ze starych zasobów taką oto fotkę:
Gruba fotka i gruby meczyk. Ale to było dawno
A w sumie nic sie nie zminiliśmy. Dominik tylko chudszy teraz
A ja i Michał mamy włosy na głowie
Michał wygrzebał gdzieś ze starych zasobów taką oto fotkę:
Gruba fotka i gruby meczyk. Ale to było dawno
A w sumie nic sie nie zminiliśmy. Dominik tylko chudszy teraz
A ja i Michał mamy włosy na głowie
Zaczęło się od restauracji Samson w której poszły w ruch pierwsze kielonki oraz oczywiście dobre jedzonko. Po mniej więcej 2h ruszyliśmy w trasę wspaniałym srebrnym busem którego znamy już z mojego kawalerskiego, Michała no i teraz Artura. Następny punkt wycieczki miał mieć miejsce na Saskiej Kępie ale okazało się, że zapomnieliśmy z Samsona plecaka Artura więc trzeba było wrócić. Po drodze Żółwiu przywdział już swój strój wieczorowy i wparował do knajpy w pelerynce
Zdziwienie było pełne, ale mimo to pani z szatni miała pewne obawy przed wydaniem mu zapomnianego plecaka bez numerka.
Po udanej akcji na starówce udaliśmy się pod liceum B. Prusa na Kępie gdzie chcieliśmy zrobić foto na tle Bolka, ale okazało się, że akurat była studniówka i cały plac zawalony był samochodami. Nie tracąc czasu (aczkolwiek był plan wbitki od zachrystii) udaliśmy się na boisko, gdzie kawaler miał oddać pięć celnych rzutów za 1pkt co jednak okazało się w pewnym stanie nie takie łatwe tym bardziej, że stan ten pogarszał się wraz z każdym nietrafionym rzutem o jeden kielonek.
Next stop był gdzieś na Grochowie… ja do końca nie zrozumiałem gdzie i po co, ale może Artur coś dopisze więcej w tym temacie
Pojechaliśmy pod pałac kultury, gdzie zadanie dla Supermana były dwa:
- przejść po lodowisku strzeżonym przez *&^*&%NHH ochroniarzy
- sprzedać torbę bielizny damskiej rozmiarów XXXL napotkanym kobietom
Zadanie zostały wykonane. 30zł zainkasowane na poczet zakupów alkoholowych.
Ostatnie zadanie to zakupy w McDonalds, które wykonywane w stroju Supermana okazały się o tyle ciekawe, że w pewnym momencie ludzie zaczęli podchodzić z komórkami, Żeby tylko zrobić sobie z Arturem zdjęcie.
Po wypełnieniu wszystkich zadań pojechaliśmy do lokalu o nazwie Sofa, w którym był jeden mocny punkt: open bar (nawet ja miałem nielimitowane soft mojito
.
Ostatni przystanek to Melodia gdzie impreza trwała do 7.00 rano. Tam już aparatu nie zabierałem
![]() |
| Kawalerski Żółwia |
Trochę minęło od ostatniego postu za co bardzo wszystkich przepraszam. Zacznę od tego, że moje tegoroczne święta planowałem rozpocząć normalnie we wtorek (23.12) o godzinie 17.00. No i było całkiem blisko gdyby nie fakt, że o godzinie 17.30 leżąc już na kanapie w dreskach przed TV zadzwonił telefon… Dostaliśmy zlecenie typu emergency do wykonania przez święta – dokładnie na 2 stycznia. Z jednej strony super, ale z drugiej dramat. Tak więc w zasadzie do 16.00 w środę byłem w pracy. Pierwszy dzień świąt trochę krócej, wyskoczyłem pocieszyć się trochę nowym prezentem gwiazdkowym (postaram się dołączyć jeszcze zdjęcie wszystkich prezentów – trzeba przyznać, że Święty Mikołaj ledwo wszedł do komina):
![]() |
| Prezent gwiazdkowy |
Drugi dzień świąt również cały w firmie podobnie jak weekend (w sobotę wyszedłem z biura o 1.00 w nocy) i poniedziałek do godziny 12.00
Normalnie tragedia, wszystkiego miałem już dosyć po uszy. W końcu jednak udało się zapakować, zebrać resztki sił i wyruszyć w trasę na morze. Tak – morze. Niestandardowe miejsce na sylwestra, ale dopisała ekipa więc było super. Skład zabawy sylwestrowej 2009 w Dębkach:
Łukasz, Dominika, Mateusz “Młody”, Gosia “Małga”, Michał “Ciacho”, Maja, Dominik i Dominika, Ania, Ewelina, Monika, Robert, Judos, Asia
Jak było oceńcie sami:
![]() |
| Dębki – sylwester – poranek |
![]() |
| Dębki – sylwester 2008/2009 |
No i na koniec jeszcze tapetka:
Życzę Wszystkim dużo szczęścia w Nowym Roku!
Kryzysu w 2009 nie ma i nie będzie
Chyba że bardzo wszyscy będziemy chcieli żeby był i wspólnymi siłami przyciągniemy go wprost do naszych domów i firm!!!
Pomimo, że poranek nie był wymarzony – zimno szaro i ponuro to postanowiliśmy z Dominikiem ruszyć jednak na zaplanowany trip rowerowy do Kampinosu. Z małym opóźnieniem bo około 11.00 ruszyliśmy w trasę. Temperatura koło 7 stopnii w sumie nie była taka straszna. Jesień w parku wynagradza wszystko, a singletracki pokryte liśćmi nadają się idealnie do rozwijania prędkości pow. 25km/h
To były chyba okolice Palmir.
Droga powrotna. 5 min później jechał tymi torami ten oto potwór:
No i na koniec się rozjaśniło i zrobiło całkiem ładnie:
Poza tym, że Dominiki będzie miał coś do opowiedzenia na temat Polskiej Myśli Budowniczej
Obiecał, że napisze…
No i tak sobie w ciągu 3h zrobiliśmy 60km i wróciliśmy szczęśliwi na Bemowo.
Dodam jeszcze, że tego samego dnia o godzinie 20.00 wygraliśmy (Kanibale) mecz, w dogrywce
Dzięki koledze z drużyny przeciwnej, który przy stanie 49:49 i 0.0 czasu do końca nie trafił dwóch osobistych
Ja ustaliłem swój osobisty rekord rzutowy w tym sezonie całe 15pkt
(w tym jedna trójka, chyba 4 razy za 1 i 8 pkt z gry ze skutecznością 100%)
Dominik stowrzył bardzo ciekawy wpis na naszej stronie firmowej:
http://www.plej.pl/obamamercial.html
Polecam.
Rewelacyjny przykład reklamy społecznej w związku z… a zresztą – zobaczcie sami:
ps. Podziękowania dla Dominika za link
Ha! Udało się znaleźć dowód, że nasz Zioom Dominik jechał w maratonie na rowerze:
i jeszcze fotki Młodego G.:
i moje:
Tak jak obiecałem poniżej fotki, które dają trochę więcej obrazu jak było na trasie… w roli głównej Young G.
Ogólnie i generalnie
nic sie nie dzieje. Czekam z utęsknieniem na Hobbita w wersji hollywood, ale póki co nie wiele o nim słychać i nie wiadomo kiedy będzie w PL. Co jakiś czas pojawia się jednak niespodziewany film, który skłania mnie do MYŚLENIA… Tak się złożyło, że wspólnie z Sypniewskimi i Ewelinką wybralismy się (Dominika & Łukasz) na film Elitarni. Dowiedziałem się od Dominika jeszcze przed seansem, że to produkcja podobna do Miasto Boga i jako, że bardzo mi sie ta produkcja podobała pszedłem z pozytywnym nastawieniem. Co ciekawsze, jak wychodzilismy z kina, nastawienie nadal było pozytywne. Wszystko zmieniło się jednak kilka dni później (tak, tak, czasem zdarza mi się myśleć o jednej rzeczy tak długo). Doszedłem do wniosku, że film jest jednak zbyt “płaski”. Miasto boga miało rewelacyjnie skonstruowanych bohaterów, którym towarzyszymy od urodzenia aż do śmierci – przyzwyczajamy się do nich… rozumiemy ich zachowania. Elitarni kipią przemocą, niby pokazują jakiś tam problem społeczny, ale są trochę jak plakat na murze, a nie film… Tak czy inaczej… polecam
wśród aktualnych miernot kinowych – coś co jest warte obejrzenia.
Lało cały tydzień… więc wiadomo co musiało się dziać na trasie maratonu MTB w Józefowie. Pojechaliśmy w trójke: Mateusz, Łukasz, Dominik z nastawieniem trochę innym niż zwykle bo obawialismy się, że mało będzie takich d…ili jak my, którzy o 9 rano w ulewną niedzielę jadą ścigać się na rowearach. Okazało się, że w sumie było prawie 1000 osób o podobnych planach
. Ja z Mateuszem, szczęśliwie ukończyliśmy rajd. Niestety pecha tym razem miał Domink na 7. kilometrze złapał gumę, a potem drugą i wyścig dla niego się zakończył. Niezły fotki z trasy są tutaj. Pokazują co się działo
Trochę fotek jeszcze dojdzie… ale póki co nie miałem czasu ich przygotować.