Majówka 2010

Maj7

Dawno nie pisałem :-) Wiem i przepraszam wszystkich, którzy wpadają cały czas na bloga.

Co słychać?… Generalnie 2010 jest rokiem trudnym. Pod wieloma względami. Kilka większych zmian w pracy, to znaczy ta sama praca, ale nowe wyzwania. Generalnie walka, pozytywna, ale walka. Poza tym od listopada 2009 roku działamy już jako pełnoprawna spółka z o.o. :-) więc można powiedzieć, że poważniej, prężniej i ambitniej.

Dominika jest też w ferworze. Mam na myśli pracę oczywiście. Nie napiszę jeszcze dokładnie o co chodzi, ale zapewniam, że wyniki już są extra, a myślę, że będą jeszcze lepsze! O wszystkim na pewno poinformuję w odpowiednim czasie. Wtajemniczeni już co nieco wiedzą.

W majówkę uciekliśmy niestety tylko na 3 dni. Oczywiście Dębki są optymalnym rozwiązaniem jeśli chodzi o możliwość wypoczęcia. Tym razem skład był mały, ale za to bardzo udany. Ja, Dominika, Moj Brat i Gosia. Całe trzy dni spędziliśmy razem (nawet odpuściłem trochę rower :-) . Totalny chill i zero stresu. Zresztę zerknijcie na zdjęcia:

Grecja – reszta fotek

Sierpień2
http://www.gumowscy.com/wp-photos/grecja3.jpg

Ufff… jakoś się udało przebić przez wszystkie i dokonać wstępnej selekcji. Sporo tych zdjęć. Zapraszam do oglądania :-)

Grecja – reszta

Grecja – Dzień 1

Lipiec28
http://www.gumowscy.com/wp-photos/grecja2.jpg

Oto link do albumu:

Wrażenia po weekendzie.

Maj10

No to teraz na spokojnie mogę wszystko opisać. Akcja wyszła zupełnie spontaniczna – w piątek wieczorem wróciłem po krótkim treningu koło 20.00 do domu i usiadłem przed TV. Coś mnie jednak tknęło i pomyślałem, że skoro żony nie ma chwilowo (wyjechała nie powiem póki co gdzie – wtajemniczeni wiedzą :-) może bym się wybrał w góry. Od dawna to za mną chodziło. Szybko sprawdziłem w sieci gdzie jest w sobotę jakiś maraton MTB i okazało się że jest w Boguszowie-Gorce. No i o 22.00 wsiadłem spoakowany w furę. Dojechałem do Wałbrzycha koło 2.30 – kima w hotelu “Maria”, bardzo spoko. Rano o  7.30 sniadanie i o 8.30 byłem na parkingu w Boguszowie. Szybko zapisałem się w biurze zawodów (które było odalone tylko o 500m od parkingu, ale szło się tyle pod górę, że już tam się zasapałem.

Sam maraton to zupełnie niesamowite przeżycie. Nie da się go porównać wogóle z Mazovią na której jeżdżę na codzień. Po pierwsze w zasadzie nie ma wogóle płaskich odcinków. Albo jest pod górę i to tak realnie pod górę (np. przez bite 7km) a nie tam jakiś pagórek. Niektóre podjazdy są tak strome, że trzeba podejść (ja zaliczyłem tylko jeden taki – było autentycznie jak po schodzach przez jakieś 50m). No i są ZJAZDY. I to jest poprostu rewelacja. Kręte szerokie górskie drogi, pokryte ostrymi kamieniami wielkości cegły bądź pół cegły, przesiane mniejszymi kamieniami wielkości mandarynek wiją się po 5 do 10km. Prędkości jakie się na nich rozwija to 40 – 50km/h. Wszystko trzęsie się tak, że pomimo, że w sumie na zjazdach powinno się odpoczywać kierownicę trzymałem tak mocno, że na końcówkach drętwiały mi ręce i nie mogłem wyciągnąć bidonu z koszyczka. Do tego co 200 – 300m ktoś stoi na poboczu i łata dętkę a co parę km ratownicy medyczni pomagają mocniej poszkodowanym. Dwa razy mijałem karetkę. Generalnie to nie jest już raczej zabawa. Chwila braku skupienia kończy się w najlepszym przypadku upadkiem na kamienie, a w najgorzyszmy wypadnięciem z trasy, co nie oznacza tak jak na Mazowszu czoła z drzewikiem, ale spadnięcia w “przepaść” (tak bym to określił, bo lekko z 50m w dół z urwiska się spada). No i teraz wyobraźcie sobie, że w takich warunkach lacicie na rowerze ważącym 10kg z prędkością koło 50km/h. Adrenalina jest nieziemska :-) !!!

Podjazdy natomiast są trudne technicznie. Szczególnie jak się ma przed sobą innych kolarzy. Tak na prawdę to jest podstawowy kłopot. Ktoś jedzie wolniej i trzeba go wyminąć – kierownica w kierownicę z dokładnością do 15cm bo inaczej, kamień, spadek, korzeń, inny kolaż, gleba. Poza tym podjazdy są długie. Naprawdę długie. Nogi pieką niesamowicie. Ja na 8km przed metą dostałem skurcz typu “ostrzeżenie”, że jeśli trochę nie odpuszę to mnie złapie poważnie. Na szczeście udało się go rozjeździć delikatnie, ale zwolnić musiałem.

Na koniec dodam jeszcze tyle, że sprawa jest moim zdaniem również ciekawa z sprzętowego punktu widzenia. Moim zdaniem startowanie w tego typu wyścigu na rowerze do 2000zł to duże ryzyko. Chyba że naprawdę zwalnia się na zjazdach… Na rowerze z supermarketu to samobójstwo. Dwa razy widziałem kolesi, którzy połamali tam koła!!! nie wiem czy szprychy czy obręcze, ale koło okrągłe nie było. No i jeszcze na koniec refleksja na temat hamulców. Mam w sumie zamontowane całkiem dobre hamulce hydrauliczne (prawie takie jak w samochodzie tylko w wersji mini – jest tarcza, klocki, płyn hamulcowy itp.) Ale okazało się, że były dwa zjazdy na których miałem DUŻE problemy z wychamowaniem… Moje heble w przypadku mojej wagi to w zasadzie absolutnym minimum (Formula Oro K18) albo nawet za sałbe na tego typu wyścigi (było sucho, gdyby było mokro – byłyby za słabe na bank). Na standardowych V-break’ach myślę, że miałbym dużo ciekawiej ;-)

Trasa na 6 punktów trudności miała 4+. Gdyby padało albo było poprostu mokro to byłaby maskara i 6pkt.

W każdym razie po maratonie pojawił się plan dalszy. Odwiedziłem Maję i Michała w Swieradowie. Kolejne 80km do przejachania (no to już autem :-) Zjedliśmy, pogadaliśmy, wpadliśmy do pepiczków i o 21.00 ruszyłem w drogę powrotną.

Generalnie Viva La Spontan!!!

Przed zapisami

Boguszczów - pierwszy podjazd

Boguszczów - podjazd przed metą

Boguszczów - podjazd przed metą

Boguszczów - wjazd na metę

W życiu mamy czasem kiepskie pomysły…

Luty26

Oto jeden z nich. Pamiętny wyjazd do szczyrku w drugiej klasie liceum (to już 11 lat temu…). Wpadliśmy na genialny pomysł przefarbowania sobie (przy użyciu kilku butelek wody utlenionej) włosów. Efekt poniżej:

Wembley

Luty14

Michał wygrzebał gdzieś ze starych zasobów taką oto fotkę:

Gruba fotka i gruby meczyk. Ale to było dawno :-) A w sumie nic sie nie zminiliśmy. Dominik tylko chudszy teraz :-) A ja i Michał mamy włosy na głowie :-)

Wyprawa do Domu Dziecka

Luty2
Burniszki koło Wiżajn – wyprawa do Domu Dziecka

Jak wiecie zarówno na naszym ślubie jak i Michała i Maji powstał pewien plan rozwiązania problemu z prezentami (kwiatami). My zdecydowaliśmy się na pokarm dla zwierzątek a M&M na wyprawkę dla dzieci z domu dziecka. Ponieważ trochę czasu minęło musimy wytłumaczyć dlaczego dopiero teraz prezenty zostaly rozdane. Otóż plan zakładał, że nie będzie to dom dziecka pod Warszawą (w naszych okolicach) tylko miejsce odległe. Ponieważ Michał jest zapaleńcem rajdów 4×4 i miał okazję zwiedzić rejony Gołdapu i jeziora Wiżajny jakiś czas temu odkrył tam (Burniszki) fantastyczne miejsce – gospodarstwo agroturystyczne (serdecznie pozdrawiamy Beatkę, Basię oraz ich Mamę i dziękujemy za wspaniałą gościnę oraz przepyszne swojskie jedzenie :-) Na miejscu dowiedział się też o Domu Dziecka zlokalizownym tuż przy granicy polsko-rosyjsko-litewskiej (ok. 350km od Warszawy). Dotarliśmy, dostarczyliśmy i szczęśliwie wróciliśmy po drodze zaliczając kilka ROWÓW, DRZEW, PÓL i innych atrakcji (aha no i zaciekle co wieczór próbowaliśmy obejrzeć “Bruneta Wieczorową Porą” ale jak widać nie wszystkim się udało :-)

ps. Wszystkich stałych bywalców bloga przepraszamy za delikatne spowolnienie częstotliwości wpisów. Niestety początek roku jest bardzo ciężki jeśli chodzi o ilość pracy… :-( z jednej strony dobrze, ale z drugiej trochę to męczące i nie powala na spokojną działalność twórczo – literacką.

Po sylwestrze

Styczeń6
http://lh5.ggpht.com/_xOry1thyTv4/SWKMItK5BuE/AAAAAAAAEWE/jVNBSq_T2d8/s160-c/PrezentGwiazdkowy.jpg

Trochę minęło od ostatniego postu za co bardzo wszystkich przepraszam. Zacznę od tego, że moje tegoroczne święta planowałem rozpocząć normalnie we wtorek (23.12) o godzinie 17.00. No i było całkiem blisko gdyby nie fakt, że o godzinie 17.30 leżąc już na kanapie w dreskach przed TV zadzwonił telefon… Dostaliśmy zlecenie typu emergency do wykonania przez święta – dokładnie na 2 stycznia. Z jednej strony super, ale z drugiej dramat. Tak więc w zasadzie do 16.00 w środę byłem w pracy. Pierwszy dzień świąt trochę krócej, wyskoczyłem pocieszyć się trochę nowym prezentem gwiazdkowym (postaram się dołączyć jeszcze zdjęcie wszystkich prezentów – trzeba przyznać, że Święty Mikołaj ledwo wszedł do komina):

Prezent gwiazdkowy :-)

Drugi dzień świąt również cały w firmie podobnie jak weekend (w sobotę wyszedłem z biura o 1.00 w nocy) i poniedziałek do godziny 12.00

Normalnie tragedia, wszystkiego miałem już dosyć po uszy. W końcu jednak udało się zapakować, zebrać resztki sił i wyruszyć w trasę na morze. Tak – morze. Niestandardowe miejsce na sylwestra, ale dopisała ekipa więc było super. Skład zabawy sylwestrowej 2009 w Dębkach:

Łukasz, Dominika, Mateusz “Młody”, Gosia “Małga”, Michał “Ciacho”, Maja, Dominik i Dominika, Ania, Ewelina, Monika, Robert, Judos, Asia

Jak było oceńcie sami:

Dębki – sylwester – poranek
Dębki – sylwester 2008/2009

No i na koniec jeszcze tapetka:

Życzę Wszystkim dużo szczęścia w Nowym Roku!

Kryzysu w 2009 nie ma i nie będzie ;-) Chyba że bardzo wszyscy będziemy chcieli żeby był i wspólnymi siłami przyciągniemy go wprost do naszych domów i firm!!!

Październikowy rowerek

Październik30
http://www.gumowscy.com/wp-content/uploads/2008/10/img_5134-300x200.jpg

W tym temacie są dwie kwestie. Jedna dotycząca faktu, że jestem chwalipiętą ;-) rowerowym.

Osiągnięcie tej zawrotnej prętkości na rowerze górskim miało miejsce 26.10.2008 na serpentynie (tak wiem na mapie to tak nie wygląda, ale uwierzcie mi na słowo – górka jest niezła… i ma sporo zakrętów) pomiędzy miejscowościę Gniewino i Nadole (gmina Krokowa)

Link to mapy zumi

Wrażenie byly niezłe. Bez okularów raczej byłoby to nie możliwe… no i stestowana została nowa rama która mimo wszystko nie straciła sztywności (poprzednia przy prędkości 54km/h już robiła się “miękka”).

Druga sprawa to dzisiejsza przejażdżka po wawie. Wybrałem się tak koło godziny 18.00 i zauważyłem ciekawą rzecz. Nadal sporo ludzi jeździ na rowerkach. Jednak nie ukrywając jest to sport raczej męski i przeważnie po drodze spotykałem jednak mężczyzn. Dziś minąłem dwóch może trzech panów i ze trzy razy tyle kobiet… Czy ktoś mi powie o co chodzi?…

Dębki jesienią

Październik29

Tak jak prosił Dominik przedstawiam Wam Dębki jesienią… i to jaką!

Pierwsza przejażdżka do Białogóry. Po mniej więcej 4km robiło się na tyle ciepło, że spokojnie można było jechać w samej bluzie (bez kurtki)

Pogoda była niezła ;-) To jest stadnina koni w Białogórze. Niestety okazało się pomimo tego,  że umawialiśmy się tydzień wcześniej telefonicznie, że na koniach pojeździć się nie da… Przestroga na przyszłość.

Zawinęliśmy się więc na działeczkę, bo na szczęście dowiedzieliśmy się na miejscu, że można spróbować w stadninie pod Łebą :-)

No i udało się. Koniki ładne – mijscówka również. Mały zgrzyt tylko taki, że Dominika zaliczyła pierwszy upadek z konia. Objawy widać do dziś…

W drodze powrotnej do Dębek było tak:

To już następny dzień i wycieczka w kierunku Karwi… las niesamowity o tej porze roku…

Dokonaliśmy również małego włamu w miejsce, gdzie w sumie nie można wchodzić…

No i na koniec plaża i nowy przyjaciel Tifi:

Spotkaliśmy też takiego koleszkę :-) :

No i na koniec Młody, który nie próżnował:

Pełna galeria jak zwykle jest TUTAJ:

Dębki 24-25.10.2008
« Older Entries