Kampinosu ciąg dalszy

Czerwiec4

Na tych zdjeciach widać dosyć dobrze co działo się z trasą w miarę uplywu czasu i wody :-) Dominik pojechał najszybciej więc wiekszość odcinka jeszcze udało mu się zrobić na kołach (te zdjęcia były robione w tym samym miejscu):

Dominik

A to troche później Dominika (jeszcze jako tako dało się rower prowadzić):

Dominika

Mateusz (był koło 30min za Dominką) i po jego sylwetce widać, że rower już musiał pchać / zapierać się całym ciałem – ZOBACZCIE NA ZANUŻENIE KÓŁ W BŁOCIE!:

Mateusz

Ja byłem na końcu i nie było już w sumie szans na prowadzenie roweru – koła blokowały się zupełnie od ilości błota:

Łukasz

Łukasz

No i na koniec jeszcze trochę innych zdjęć:

Łukasz na bufecie

Dominika

Łukasz

Błoto

Czerwiec2

Tak po maratonie wygądała Dominika :-)

Dominika po Mazovii

Dominika po Mazovii

A tutaj jeszcze przed deszczem:

a to moja fotka, jeszcze zanim zaczęło padać:

Podjazd

A tak po dojechaniu na metę:

Na mecie

Wrażenia po weekendzie.

Maj10

No to teraz na spokojnie mogę wszystko opisać. Akcja wyszła zupełnie spontaniczna – w piątek wieczorem wróciłem po krótkim treningu koło 20.00 do domu i usiadłem przed TV. Coś mnie jednak tknęło i pomyślałem, że skoro żony nie ma chwilowo (wyjechała nie powiem póki co gdzie – wtajemniczeni wiedzą :-) może bym się wybrał w góry. Od dawna to za mną chodziło. Szybko sprawdziłem w sieci gdzie jest w sobotę jakiś maraton MTB i okazało się że jest w Boguszowie-Gorce. No i o 22.00 wsiadłem spoakowany w furę. Dojechałem do Wałbrzycha koło 2.30 – kima w hotelu “Maria”, bardzo spoko. Rano o  7.30 sniadanie i o 8.30 byłem na parkingu w Boguszowie. Szybko zapisałem się w biurze zawodów (które było odalone tylko o 500m od parkingu, ale szło się tyle pod górę, że już tam się zasapałem.

Sam maraton to zupełnie niesamowite przeżycie. Nie da się go porównać wogóle z Mazovią na której jeżdżę na codzień. Po pierwsze w zasadzie nie ma wogóle płaskich odcinków. Albo jest pod górę i to tak realnie pod górę (np. przez bite 7km) a nie tam jakiś pagórek. Niektóre podjazdy są tak strome, że trzeba podejść (ja zaliczyłem tylko jeden taki – było autentycznie jak po schodzach przez jakieś 50m). No i są ZJAZDY. I to jest poprostu rewelacja. Kręte szerokie górskie drogi, pokryte ostrymi kamieniami wielkości cegły bądź pół cegły, przesiane mniejszymi kamieniami wielkości mandarynek wiją się po 5 do 10km. Prędkości jakie się na nich rozwija to 40 – 50km/h. Wszystko trzęsie się tak, że pomimo, że w sumie na zjazdach powinno się odpoczywać kierownicę trzymałem tak mocno, że na końcówkach drętwiały mi ręce i nie mogłem wyciągnąć bidonu z koszyczka. Do tego co 200 – 300m ktoś stoi na poboczu i łata dętkę a co parę km ratownicy medyczni pomagają mocniej poszkodowanym. Dwa razy mijałem karetkę. Generalnie to nie jest już raczej zabawa. Chwila braku skupienia kończy się w najlepszym przypadku upadkiem na kamienie, a w najgorzyszmy wypadnięciem z trasy, co nie oznacza tak jak na Mazowszu czoła z drzewikiem, ale spadnięcia w “przepaść” (tak bym to określił, bo lekko z 50m w dół z urwiska się spada). No i teraz wyobraźcie sobie, że w takich warunkach lacicie na rowerze ważącym 10kg z prędkością koło 50km/h. Adrenalina jest nieziemska :-) !!!

Podjazdy natomiast są trudne technicznie. Szczególnie jak się ma przed sobą innych kolarzy. Tak na prawdę to jest podstawowy kłopot. Ktoś jedzie wolniej i trzeba go wyminąć – kierownica w kierownicę z dokładnością do 15cm bo inaczej, kamień, spadek, korzeń, inny kolaż, gleba. Poza tym podjazdy są długie. Naprawdę długie. Nogi pieką niesamowicie. Ja na 8km przed metą dostałem skurcz typu “ostrzeżenie”, że jeśli trochę nie odpuszę to mnie złapie poważnie. Na szczeście udało się go rozjeździć delikatnie, ale zwolnić musiałem.

Na koniec dodam jeszcze tyle, że sprawa jest moim zdaniem również ciekawa z sprzętowego punktu widzenia. Moim zdaniem startowanie w tego typu wyścigu na rowerze do 2000zł to duże ryzyko. Chyba że naprawdę zwalnia się na zjazdach… Na rowerze z supermarketu to samobójstwo. Dwa razy widziałem kolesi, którzy połamali tam koła!!! nie wiem czy szprychy czy obręcze, ale koło okrągłe nie było. No i jeszcze na koniec refleksja na temat hamulców. Mam w sumie zamontowane całkiem dobre hamulce hydrauliczne (prawie takie jak w samochodzie tylko w wersji mini – jest tarcza, klocki, płyn hamulcowy itp.) Ale okazało się, że były dwa zjazdy na których miałem DUŻE problemy z wychamowaniem… Moje heble w przypadku mojej wagi to w zasadzie absolutnym minimum (Formula Oro K18) albo nawet za sałbe na tego typu wyścigi (było sucho, gdyby było mokro – byłyby za słabe na bank). Na standardowych V-break’ach myślę, że miałbym dużo ciekawiej ;-)

Trasa na 6 punktów trudności miała 4+. Gdyby padało albo było poprostu mokro to byłaby maskara i 6pkt.

W każdym razie po maratonie pojawił się plan dalszy. Odwiedziłem Maję i Michała w Swieradowie. Kolejne 80km do przejachania (no to już autem :-) Zjedliśmy, pogadaliśmy, wpadliśmy do pepiczków i o 21.00 ruszyłem w drogę powrotną.

Generalnie Viva La Spontan!!!

Przed zapisami

Boguszczów - pierwszy podjazd

Boguszczów - podjazd przed metą

Boguszczów - podjazd przed metą

Boguszczów - wjazd na metę

Redbull Rampage

Styczeń10

Maratony mi się znudziły, w tym raku zaczynam przygotowania do:

Zawody dirtowe 22.11.2008 / Warszawa / Trasa Siekierkowska

Listopad22

Niby zwykła sobota a jednak dzieki szybkiemu info od Brata udało mi sie dotrzeć na koncówkę zawodów dirtowych organizowanych na torze przy trasie siekierkowskiej. Oto efekty:

A tutaj cała galeria:

2008.11.22 – Zawody dirtowe w Warszawie koło Trasy Siekierkowskie

A na koniec jedna fotka w rozdzielczości na pulpit:

Zawody dirtowe 22.11.2008 / Warszawa / Trasa Siekierkowska

Zawody dirtowe 22.11.2008 / Warszawa / Trasa Siekierkowska

Październikowy rowerek

Październik30
http://www.gumowscy.com/wp-content/uploads/2008/10/img_5134-300x200.jpg

W tym temacie są dwie kwestie. Jedna dotycząca faktu, że jestem chwalipiętą ;-) rowerowym.

Osiągnięcie tej zawrotnej prętkości na rowerze górskim miało miejsce 26.10.2008 na serpentynie (tak wiem na mapie to tak nie wygląda, ale uwierzcie mi na słowo – górka jest niezła… i ma sporo zakrętów) pomiędzy miejscowościę Gniewino i Nadole (gmina Krokowa)

Link to mapy zumi

Wrażenie byly niezłe. Bez okularów raczej byłoby to nie możliwe… no i stestowana została nowa rama która mimo wszystko nie straciła sztywności (poprzednia przy prędkości 54km/h już robiła się “miękka”).

Druga sprawa to dzisiejsza przejażdżka po wawie. Wybrałem się tak koło godziny 18.00 i zauważyłem ciekawą rzecz. Nadal sporo ludzi jeździ na rowerkach. Jednak nie ukrywając jest to sport raczej męski i przeważnie po drodze spotykałem jednak mężczyzn. Dziś minąłem dwóch może trzech panów i ze trzy razy tyle kobiet… Czy ktoś mi powie o co chodzi?…

Skok kawalerski 2 – epizod: Filmik

Październik14

No to mamy film:

Kawalerski skok

Październik10

Po lekkim opóźnieniu udało się przejąć pierwszą partię z niespodzianki jaką sprawili mi koledzy z okazji “Dnia Kawalerskiego” – miejsce: Chrcynne pod Warszawą, data: tydzień przed ślubem.

Naprawdę ciężko mi się oddychało ;-)

… i jeszcze kilka fotek

Wrzesień7

Z przodu Travis, z tyłu chyba Ronnie Renner (nie wiem bo nagłośnienie było fatalne i nie słyszałem kto jedzie):

Travis:

Widok na trybunę dla VIP i na płytę:

Relax:

Sfrikowany Travis Pastrana nawet bez motoru non stop napina salta (ten po prawej)

No to jest niezły trick ;-)

I na koniec filmik by CNE:

A jednak…

Wrzesień7

No muszę zwrócić honor organizatorom. Dało radę z aparatem. Wrzucam na szybko cztery foki. Jutro opiszę dokładniej co i jak i wrzucę jeszcze kilka.

« Older Entries