Grecja – reszta fotek
Ufff… jakoś się udało przebić przez wszystkie i dokonać wstępnej selekcji. Sporo tych zdjęć. Zapraszam do oglądania
![]() |
| Grecja – reszta |
Ufff… jakoś się udało przebić przez wszystkie i dokonać wstępnej selekcji. Sporo tych zdjęć. Zapraszam do oglądania
![]() |
| Grecja – reszta |
Niewielkich rozmiarów koncert w naszym ulubionym, kameralnym miejscu koncertowym – HRC okazał się miłą retrospekcją. Po pierwsze T.Love ze względu na zamiłowania muzyczne Gumy Seniora był chyba pierwszym zespołem, którego muzyki słuchałem jeszcze w podstawówce. “Pieprzony Żoliborz” to pierwsze przekleństwo, które wypowiadałem wówczas z niemałą satysfakcją. “A nasze łóżko zapłonie jeszcze raz” było tekstem, którego znaczenia jeszcze chyba do końca nie rozumiałem
W każdym razie osobą, która wówczas dzieliła ze mną tą pasję, był kumpel Janek. Przypomniały mi się czasy kiedy odkrywałem tajniki komponowania muzyki w programie Fast Tracker II, a któregoś dnia za piosenkę, którą zmontowaliśmy (to chyba była aranżacja Hey Jo Jimi Hendrixa) dostał nagrodę od samego Hołdysa. No i stałem dziś wspominając nasze młodziencze marzenia i patrzyłem jak Janek je realizuje na scenie HRC u bogu Muńka. Gitarzystą jest jak dla mnie genialnym. Ale w sumie wiedziałem już o tym jak miałem lat kilkanaście
Wielki szacun! Mega koncert! Cieszę się, że marzenia z młodości tak łatwo się spełniają
ps. a to strona na myspace ekipy w której poza T.Love Janek wyraża swoje zamiłowanie do muzyki – The Relievers
ps2. Muszę przyznać, że T.Love daje cały czas czadu. Takich tłumów przed Hard Rock Cafe nie widziałem. Muniek jest w super formie i wywija na scenie ile się da! Naprawdę polecam! Następny koncert w Stodole na jesieni! Ja się wybieram!
Pozdro!
29 marca 2009 dzięki uprzejmości Żeli i Marcina (mój szwagier i jego narzeczona) wybraliśmy się na b. ciekawe widowisko do warszawskiego Torwaru – Mecz Gwiazd polskiej ligi koszykówki. Wiadomo, że na tego typu imprezach podstawą są atrakcje dla widzów więc dunków i niezłych rzutów za 3 punkty było bez liku. Ale najbardziej przepadły nam do gustu akcje w wykonaniu tej drużyny:





No i oczywiście nasze gwiazdy:





A całość galerii jest dostępna tutaj:
![]() |
| Mecz Gwiazd polskiej ligi koszykówki 2009 |
Odgrzebaliśmy stare fotki na których bylismy Wszyscy jeszcze piękni i młodzi. Zobaczcie to minęło koło 4 lat i jak się zmieniliśmy… W szczególności Młody
| Od Dębki 2005 |
Wybraliśmy się w niedzielę z Michałem i Mają na spacerek po warszawskiej pradze. Pierwotny plan zakładał, że otworzę tego dnia sezon rowerowy (pogoda dopisała), ale niestety okazało się, że z przyczyn technicznych (zabrakło klucza do piwnicy, w której stał przez zimę mój rowerek) musiałem zacząć sezon tak:
No a potem. Wybraliśmy się na spacerek. Praga naprawdę robi wrażenie. Chodziliśmy koło 5 godzin. Więc można sobie pozwiedzać, ale proponuję to zrobić tylko w piękny weekendowy dzień i to przed zmierzchem. Póki co myślę, że inna pora jeszcze nie jest bezpieczna
Oto jeden z nich. Pamiętny wyjazd do szczyrku w drugiej klasie liceum (to już 11 lat temu…). Wpadliśmy na genialny pomysł przefarbowania sobie (przy użyciu kilku butelek wody utlenionej) włosów. Efekt poniżej:
Michał wygrzebał gdzieś ze starych zasobów taką oto fotkę:
Gruba fotka i gruby meczyk. Ale to było dawno
A w sumie nic sie nie zminiliśmy. Dominik tylko chudszy teraz
A ja i Michał mamy włosy na głowie
Zaczęło się od restauracji Samson w której poszły w ruch pierwsze kielonki oraz oczywiście dobre jedzonko. Po mniej więcej 2h ruszyliśmy w trasę wspaniałym srebrnym busem którego znamy już z mojego kawalerskiego, Michała no i teraz Artura. Następny punkt wycieczki miał mieć miejsce na Saskiej Kępie ale okazało się, że zapomnieliśmy z Samsona plecaka Artura więc trzeba było wrócić. Po drodze Żółwiu przywdział już swój strój wieczorowy i wparował do knajpy w pelerynce
Zdziwienie było pełne, ale mimo to pani z szatni miała pewne obawy przed wydaniem mu zapomnianego plecaka bez numerka.
Po udanej akcji na starówce udaliśmy się pod liceum B. Prusa na Kępie gdzie chcieliśmy zrobić foto na tle Bolka, ale okazało się, że akurat była studniówka i cały plac zawalony był samochodami. Nie tracąc czasu (aczkolwiek był plan wbitki od zachrystii) udaliśmy się na boisko, gdzie kawaler miał oddać pięć celnych rzutów za 1pkt co jednak okazało się w pewnym stanie nie takie łatwe tym bardziej, że stan ten pogarszał się wraz z każdym nietrafionym rzutem o jeden kielonek.
Next stop był gdzieś na Grochowie… ja do końca nie zrozumiałem gdzie i po co, ale może Artur coś dopisze więcej w tym temacie
Pojechaliśmy pod pałac kultury, gdzie zadanie dla Supermana były dwa:
- przejść po lodowisku strzeżonym przez *&^*&%NHH ochroniarzy
- sprzedać torbę bielizny damskiej rozmiarów XXXL napotkanym kobietom
Zadanie zostały wykonane. 30zł zainkasowane na poczet zakupów alkoholowych.
Ostatnie zadanie to zakupy w McDonalds, które wykonywane w stroju Supermana okazały się o tyle ciekawe, że w pewnym momencie ludzie zaczęli podchodzić z komórkami, Żeby tylko zrobić sobie z Arturem zdjęcie.
Po wypełnieniu wszystkich zadań pojechaliśmy do lokalu o nazwie Sofa, w którym był jeden mocny punkt: open bar (nawet ja miałem nielimitowane soft mojito
.
Ostatni przystanek to Melodia gdzie impreza trwała do 7.00 rano. Tam już aparatu nie zabierałem
![]() |
| Kawalerski Żółwia |
![]() |
| Burniszki koło Wiżajn – wyprawa do Domu Dziecka |
Jak wiecie zarówno na naszym ślubie jak i Michała i Maji powstał pewien plan rozwiązania problemu z prezentami (kwiatami). My zdecydowaliśmy się na pokarm dla zwierzątek a M&M na wyprawkę dla dzieci z domu dziecka. Ponieważ trochę czasu minęło musimy wytłumaczyć dlaczego dopiero teraz prezenty zostaly rozdane. Otóż plan zakładał, że nie będzie to dom dziecka pod Warszawą (w naszych okolicach) tylko miejsce odległe. Ponieważ Michał jest zapaleńcem rajdów 4×4 i miał okazję zwiedzić rejony Gołdapu i jeziora Wiżajny jakiś czas temu odkrył tam (Burniszki) fantastyczne miejsce – gospodarstwo agroturystyczne (serdecznie pozdrawiamy Beatkę, Basię oraz ich Mamę i dziękujemy za wspaniałą gościnę oraz przepyszne swojskie jedzenie
Na miejscu dowiedział się też o Domu Dziecka zlokalizownym tuż przy granicy polsko-rosyjsko-litewskiej (ok. 350km od Warszawy). Dotarliśmy, dostarczyliśmy i szczęśliwie wróciliśmy po drodze zaliczając kilka ROWÓW, DRZEW, PÓL i innych atrakcji (aha no i zaciekle co wieczór próbowaliśmy obejrzeć “Bruneta Wieczorową Porą” ale jak widać nie wszystkim się udało
ps. Wszystkich stałych bywalców bloga przepraszamy za delikatne spowolnienie częstotliwości wpisów. Niestety początek roku jest bardzo ciężki jeśli chodzi o ilość pracy…
z jednej strony dobrze, ale z drugiej trochę to męczące i nie powala na spokojną działalność twórczo – literacką.