Łazienki

Maj15

photo.jpg
w kategorii Inne | 1 Komentarz »

Nietypowe zegarki

Maj14

Przypadkiem trofiłem na ciekawą stronę. Może to trochę reklama, ale myślę, że warto przejżeć sobie czego to ludzie nie wymyślą. Kilka z nich jest naprawdę zakręconych… niezła łamigłówka, żeby dojść bez instrukcji do tego jak czytać na nich czas :-)

Wrażenia po weekendzie.

Maj10

No to teraz na spokojnie mogę wszystko opisać. Akcja wyszła zupełnie spontaniczna – w piątek wieczorem wróciłem po krótkim treningu koło 20.00 do domu i usiadłem przed TV. Coś mnie jednak tknęło i pomyślałem, że skoro żony nie ma chwilowo (wyjechała nie powiem póki co gdzie – wtajemniczeni wiedzą :-) może bym się wybrał w góry. Od dawna to za mną chodziło. Szybko sprawdziłem w sieci gdzie jest w sobotę jakiś maraton MTB i okazało się że jest w Boguszowie-Gorce. No i o 22.00 wsiadłem spoakowany w furę. Dojechałem do Wałbrzycha koło 2.30 – kima w hotelu “Maria”, bardzo spoko. Rano o  7.30 sniadanie i o 8.30 byłem na parkingu w Boguszowie. Szybko zapisałem się w biurze zawodów (które było odalone tylko o 500m od parkingu, ale szło się tyle pod górę, że już tam się zasapałem.

Sam maraton to zupełnie niesamowite przeżycie. Nie da się go porównać wogóle z Mazovią na której jeżdżę na codzień. Po pierwsze w zasadzie nie ma wogóle płaskich odcinków. Albo jest pod górę i to tak realnie pod górę (np. przez bite 7km) a nie tam jakiś pagórek. Niektóre podjazdy są tak strome, że trzeba podejść (ja zaliczyłem tylko jeden taki – było autentycznie jak po schodzach przez jakieś 50m). No i są ZJAZDY. I to jest poprostu rewelacja. Kręte szerokie górskie drogi, pokryte ostrymi kamieniami wielkości cegły bądź pół cegły, przesiane mniejszymi kamieniami wielkości mandarynek wiją się po 5 do 10km. Prędkości jakie się na nich rozwija to 40 – 50km/h. Wszystko trzęsie się tak, że pomimo, że w sumie na zjazdach powinno się odpoczywać kierownicę trzymałem tak mocno, że na końcówkach drętwiały mi ręce i nie mogłem wyciągnąć bidonu z koszyczka. Do tego co 200 – 300m ktoś stoi na poboczu i łata dętkę a co parę km ratownicy medyczni pomagają mocniej poszkodowanym. Dwa razy mijałem karetkę. Generalnie to nie jest już raczej zabawa. Chwila braku skupienia kończy się w najlepszym przypadku upadkiem na kamienie, a w najgorzyszmy wypadnięciem z trasy, co nie oznacza tak jak na Mazowszu czoła z drzewikiem, ale spadnięcia w “przepaść” (tak bym to określił, bo lekko z 50m w dół z urwiska się spada). No i teraz wyobraźcie sobie, że w takich warunkach lacicie na rowerze ważącym 10kg z prędkością koło 50km/h. Adrenalina jest nieziemska :-) !!!

Podjazdy natomiast są trudne technicznie. Szczególnie jak się ma przed sobą innych kolarzy. Tak na prawdę to jest podstawowy kłopot. Ktoś jedzie wolniej i trzeba go wyminąć – kierownica w kierownicę z dokładnością do 15cm bo inaczej, kamień, spadek, korzeń, inny kolaż, gleba. Poza tym podjazdy są długie. Naprawdę długie. Nogi pieką niesamowicie. Ja na 8km przed metą dostałem skurcz typu “ostrzeżenie”, że jeśli trochę nie odpuszę to mnie złapie poważnie. Na szczeście udało się go rozjeździć delikatnie, ale zwolnić musiałem.

Na koniec dodam jeszcze tyle, że sprawa jest moim zdaniem również ciekawa z sprzętowego punktu widzenia. Moim zdaniem startowanie w tego typu wyścigu na rowerze do 2000zł to duże ryzyko. Chyba że naprawdę zwalnia się na zjazdach… Na rowerze z supermarketu to samobójstwo. Dwa razy widziałem kolesi, którzy połamali tam koła!!! nie wiem czy szprychy czy obręcze, ale koło okrągłe nie było. No i jeszcze na koniec refleksja na temat hamulców. Mam w sumie zamontowane całkiem dobre hamulce hydrauliczne (prawie takie jak w samochodzie tylko w wersji mini – jest tarcza, klocki, płyn hamulcowy itp.) Ale okazało się, że były dwa zjazdy na których miałem DUŻE problemy z wychamowaniem… Moje heble w przypadku mojej wagi to w zasadzie absolutnym minimum (Formula Oro K18) albo nawet za sałbe na tego typu wyścigi (było sucho, gdyby było mokro – byłyby za słabe na bank). Na standardowych V-break’ach myślę, że miałbym dużo ciekawiej ;-)

Trasa na 6 punktów trudności miała 4+. Gdyby padało albo było poprostu mokro to byłaby maskara i 6pkt.

W każdym razie po maratonie pojawił się plan dalszy. Odwiedziłem Maję i Michała w Swieradowie. Kolejne 80km do przejachania (no to już autem :-) Zjedliśmy, pogadaliśmy, wpadliśmy do pepiczków i o 21.00 ruszyłem w drogę powrotną.

Generalnie Viva La Spontan!!!

Przed zapisami

Boguszczów - pierwszy podjazd

Boguszczów - podjazd przed metą

Boguszczów - podjazd przed metą

Boguszczów - wjazd na metę

Jestem u Pepiczkow

Maj9

I zaraz bede wcinal smazny syr :-)

photo.jpg
w kategorii Inne | 1 Komentarz »

Ukonczony

Maj9

Padlem na mecie… Nog nie mam… 1240m przewyzszenia, 52km, srednia 17,3km, sr. tetno 147, czas rowno 3h :-)

photo.jpg

Za 40min start

Maj9

Powiem tylko tyle, ze samo wejscie na punkt startowy z parkingu ma 500m i jest tak strome ze spokojnie pieszo mozna sie zasapac… ;-)

photo.jpg

Sniadanie Mistrzow

Maj9

photo.jpg
w kategorii Inne | 1 Komentarz »

Walbrzych

Maj9

No to dotarlem :-) moj room w hotelu Maria w Walbrzychu… Jutro pierwszy start w prawdziwie gorskim maratonie. Taka wyszla partyzancka spontaniczna akcja.

photo.jpg

Najadlem sie

Maj8

photo.jpg

Moje miejsce pracy

Maj8

photo.jpg
« Older EntriesNewer Entries »