Październikowy rowerek
W tym temacie są dwie kwestie. Jedna dotycząca faktu, że jestem chwalipiętą
rowerowym.
Osiągnięcie tej zawrotnej prętkości na rowerze górskim miało miejsce 26.10.2008 na serpentynie (tak wiem na mapie to tak nie wygląda, ale uwierzcie mi na słowo – górka jest niezła… i ma sporo zakrętów) pomiędzy miejscowościę Gniewino i Nadole (gmina Krokowa)
Wrażenie byly niezłe. Bez okularów raczej byłoby to nie możliwe… no i stestowana została nowa rama która mimo wszystko nie straciła sztywności (poprzednia przy prędkości 54km/h już robiła się “miękka”).
Druga sprawa to dzisiejsza przejażdżka po wawie. Wybrałem się tak koło godziny 18.00 i zauważyłem ciekawą rzecz. Nadal sporo ludzi jeździ na rowerkach. Jednak nie ukrywając jest to sport raczej męski i przeważnie po drodze spotykałem jednak mężczyzn. Dziś minąłem dwóch może trzech panów i ze trzy razy tyle kobiet… Czy ktoś mi powie o co chodzi?…


o swoich wynikach w życiu, zawodzie i sporcie należy informować, mówić i poprawiać, co stanowi radość i sens życia. Polacy najczęściej narzekają i opowiadają o swoich problemach, chorobach lub nieszczęściach, aby szukać współczucia i pocieszenia. A tak na marginesie, w młodym wieku uprawiałem wyczynowo kolarstwo i w wieku 14 lat, przejechałem w siedem dni samotnie trasę w-wa, lublin, kielce, częstochowa, wrocław, poznań, w-wa, i tylko brak środków na szytki zmusił mnie do powrotu do warszawy.
ps. polecam książkę Eddy Merksa, moje początki, w której opisuje swoje początki w Belgii, osiągał w górach podczas zjazdu 130 km/h, na rowerach z lat 70.
pozdrawiam mieczysław
[...] Taty pod postem dotyczącym jazdy na rowerze sprawił, że poczułem ochotę dłuższej [...]