Lipiec1
Rozmawialiśmy ostatnio z Dominikiem na temat pogody i jej sprawdzalności. No cóż…. poniżej cytat z prognozy… chyba nie ma opcji, żeby była niesprawdzalna:
W nocy z wtorku na środę na zachodzie zachmurzenie umiarkowane i duże, miejscami burze i przelotne opady deszczu. Na pozostałym obszarze dość pogodnie, jedynie początkowo miejscami więcej chmur i zanikające przelotne opady deszczu i burze. Temperatura minimalna 16-19 stopni. Wiatr słaby, tylko początkowo w rejonach burz silniejszy i porywisty, w porywach do 70 km/h, północno-wschodni i wschodni.
Czerwiec14
Lampa jest ale temperatura 10 stopni
Czerwiec6
7.15 - ruszam na trening. W koncu dopisała aura
Czerwiec4
Na tych zdjeciach widać dosyć dobrze co działo się z trasą w miarę uplywu czasu i wody
Dominik pojechał najszybciej więc wiekszość odcinka jeszcze udało mu się zrobić na kołach (te zdjęcia były robione w tym samym miejscu):

A to troche później Dominika (jeszcze jako tako dało się rower prowadzić):

Mateusz (był koło 30min za Dominką) i po jego sylwetce widać, że rower już musiał pchać / zapierać się całym ciałem - ZOBACZCIE NA ZANUŻENIE KÓŁ W BŁOCIE!:

Ja byłem na końcu i nie było już w sumie szans na prowadzenie roweru - koła blokowały się zupełnie od ilości błota:


No i na koniec jeszcze trochę innych zdjęć:



Czerwiec2
Tak po maratonie wygądała Dominika


A tutaj jeszcze przed deszczem:

a to moja fotka, jeszcze zanim zaczęło padać:

A tak po dojechaniu na metę:

Maj25
No i padł w niedzielę nowy rekord. 118km w ciągu… 6h. Wybrałem się na oficjalny objazd dystansu giga (86km) przed maratonem w niedzielę… Ponieważ pojechałem bez samochodu to droga dojazdowa do WAT’u (tam był start i meta) spowodowała że dystans się trochę zwiększył. Wrażenia? Ciężko… czułem się prawie jak na maratonie. Ekipa jechała w swoim tempie releksacyjnym co oznaczało, że dla mnie był to prawie wyścigowy objazd. Średnia z pętli koło 22km/h. Miałem okazję zamienić parę słów z Panem Zamaną
Bardzo sympatyczny człowek no i nadal, pomimo, że już na sportowej emeryturze wspaniały kolarz. Miałem okazję podpatrzeć co i jak. Górki, które dla mnie są nie do podjechania, dla niego są raczej luźne